Na co do kina w Walentynki?

14 lutego 2014
Dziś chciałam Wam napisać na co, moim zdaniem, pójść do kina w Walentynki, a czego raczej unikać. 14-go lutego premierę mają bowiem dwa rozreklamowane ostatnio filmy: „Ona” Spike’a Jonez oraz „Smak curry” w reżyserii Ritesh Batra. Oba udało mi się obejrzeć przedpremierowo i chciałam się z Wami podzielić swoimi odczuciami.



„Ona”

Spike Jonez przedstawia swoją wizję świata, miasta i miłości za kilka, kilkanaście lat. Świata high-tech, nowoczesnego, ekologicznego, w którym ludzie chodzą w perfekcyjnie wyprasowanych koszulach i żyją w pustych, idealnych wręcz domach z pięknym widokiem. Główny bohater – Theodore – rozwodzi się z żoną. Jest samotny, nie jest w stanie zbudować nowego związku, bo cierpi z powodu nieudanego małżeństwa. 
Jednocześnie poznajemy go jako człowieka niezwykle emocjonalnego, zarabiającego na życie pracą w firmie odpowiedzialnej za…pisanie listów. Pisze więc listy z gratulacjami, życzeniami urodzinowymi, z pozdrowieniami i wyrazami miłości. Robi to od kilkunastu lat, często dla swoich stałych klientów, których zna jak swoich dobrych znajomych. Kiedy pojawia się możliwość nabycia nowego systemu operacyjnego do komputera postanawia skorzystać i go wypróbować zachęcony spersonalizowanym przekazem, jaki obiecuje producent. Kupuje, włącza, wybiera opcje, w tym damski głos, który od tej pory będzie prowadził go za rękę, odczytywał jego maile, przypominał o spotkaniach, rozmawiał z nim…. Z czasem jednak głos inteligentnego komputera – Samanthy stanie się dla niego czymś więcej, a ta dwójka nawiąże wirtualny romans…

Film „Ona” to melodramat. Zmusza do myślenia i pokazuje jak ludzkość zagalopowała się w ułatwianiu sobie życia poprzez sprzęty i komunikację high-tech. Nie jest to według mnie komedia, choć w niektórych sytuacjach dialogi są całkiem zabawne. Niech to Was jednak nie zmyli. Film nie należy do gatunku łatwych i przyjemnych. Nie rozumiem dlaczego jego premiera ma miejsce w Walentynki, bo pod żadnym pozorem nie jest to film, na który warto iść do kina akurat 14-go lutego. 
Kino jest świetne i angażujące, ale podkreślę to raz jeszcze: to nie jest film na walentynkową randkę. To produkcja, po której człowiek zaczyna się zastanawiać, myśleć… Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest smutny, bo pokazuje słabość człowieka i jego niemożność nawiązania relacji w rzeczywistym życiu. 
Gra aktorska jest tu na najwyższym poziomie. Zarówno Joaquin Phoenix gra tu mistrzowsko, jak i Scarlett Johansson, która paradoksalnie w całym filmie nie pojawia się na ułamek sekundy i gra „tylko”, choć należałoby napisać „aż” głosem. W rolach drugoplanowych zobaczycie świetną Amy Adams, Rooney Mara oraz Olivię Wilde. Naprawdę warto zobaczyć, ale nie w Walentynki.

„Smak Curry”

To bardzo apetyczna opowieść mająca miejsce w Bombaju. Na pozór trochę bajkowa, bo kto uwierzy, że dabbawala (osoba dostarczająca posiłki w menażkach z domów i restauracji do biur) mógł się pomylić i zanieść nie tą menażkę gdzie trzeba? „Przecież my się nigdy nie mylimy. Pomyłka? To wykluczone!” – pada zdanie z ekranu. 

Ale tak oto dzięki nieprawdopodobnej pomyłce ponadprzeciętnie pyszne jedzenie w menażce od młodej mężatki Ili trafia do odchodzącego na wcześniejszą emeryturę Saajana Fernendeza, a nie do jej męża, jak powinno. I od jedzenia w menażkach i ukrytych w nich liścików zaczyna się ta historia platonicznego romansu. Z każdym liścikiem bohaterowie „mówią” sobie więcej, poznają się lepiej. Aż przychodzi dzień spotkania…
Widz może nacieszyć oko obrazami Bombaju, zatłoczonych pociągów, kolorowych kobiecych ubrań, dzwoniącej biżuterii, jak i zapachami, które wychodzą z ekranu i wabią swoim aromatem. Film jest bardzo smakowity, a zakończenie pozostaje otwarte. Jest tu trochę wzruszających momentów, ale przede wszystkim ciekawa historia pokazana na tle kulturowym, które jest tak różne od naszego. Obraz jest zaskakująco pozytywny pomimo pokazanej biedy panującej w stolicy Indii, a widz wychodzi z kina zadowolony.
Jeśli miałabym doradzić, to na walentynkowy wypad do kina zdecydowanie wybrałabym „Smak Curry” . „Ona” może spokojnie poczekać do 15-go lutego.
Ale jeśli jesteście w posiadaniu dostępu do zasobów Netflix, to pragnę przypomnieć, że 14-go lutego udostępniona zostanie druga seria „The House of Cards” (pisałam o nim w poście „6 seriali, które warto obejrzeć„). Mając do wyboru Walentynki z Frankiem Underwoodem i wyjście do kina sama nie wiem na co bym się zdecydowała 😉
Dobrego dnia i udanego Święta Zakochanych!
E.
Podobne wpisy

Komentarze

15 odpowiedzi na “Na co do kina w Walentynki?”

  1. A my w walentynkowy wieczór wybieramy się na Robocopa :)))

  2. Też widziałam przedpremierowo film "Ona" i zgadzam się, że nie nadaje się on na romantyczną randkę. Jest ciekawy ale daleko mu do komedii romantycznej. Chociaż może to dobry film dla singli?

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu,

      Trudno mi powiedzieć, bo nie jestem singlem. To chyba zależy od podejścia danej osoby, bo mogę sobie wyobrazić, że film może się singlowi zarówno spodobać, jak i może go nieco zasmucić, bo jednak przekaz jest mało pozytywny. Ale to zdecydowanie zależy od nastawienia danej osoby 🙂

      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

  3. Travellerka pisze:

    My pewnie otworzymy jakieś pyszne lody, zasiądziemy przed ekranem telewizora i odgrzebiemy jakiś klasyczny, stary, czarno-biały film o miłości. Jak dla mnie może być "Sabrina" po raz setny, albo "Rzymskie wakacje" po raz tysięczny… A może odważę się upiec cos na wzór francuskich makaroników… Jeszcze pomyślę 🙂

  4. taro-bun pisze:

    Film "Ona" mam już na mojej liście "muszę obejrzeć!" 😉 ale faktycznie jeszcze nie dzisiaj. dzisiaj mam ochotę jednak na coś lżejszego.

  5. A może "Facet (nie) potrzebny od zaraz" polska komedia? 😉 Ja wybieram się jutro własnie na to.

    • Madame Edith pisze:

      Kamila,

      Tego filmu jeszcze nie widziałam, ale powiem szczerze, że do polskich komedii romantycznych podchodzę z dość dużym dystansem. Z polskiego kina wybieram raczej produkcje niekomercyjne, aczkolwiek nie wykluczam, że ten film obejrzę, bo ponoć nie jest zły i pozytywnie odróżnia się od rodzimych filmów tego gatunku.

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

    • Anonimowy pisze:

      W takim razie czekam z niecierpliwoscią czekam na recenzję gdyż sama zastanawiam się nad tym filmem. Maciej Stuhr troszkę do mnie przemawia;)
      Magda L.

    • Hm, można obejrzeć, ale bez rewelacji. Przez cały film czekałam na "coś" czego nie było w filmie do jego końca. Dziwny film.

      Stuhr występuje tylko w dwóch scenach zdaje się. Nie to co w Listach do M 😉

  6. vermilion pisze:

    obstawiam "Curry";)

  7. "Ona" planuję obejrzeć jeszcze w ten weekend, na "The House of Cards" czekam z wypiekami na twarzy, a "Smak curry" oglądałam podczas Food Film Fest, rzeczywiście film przyjemny i apetyczny 🙂
    Pozdrawiam, Tosia.

  8. Anonimowy pisze:

    Ja na House of Cards czekam z niecierpliwością, jednak dopiero koło Dnia Kobiet będę mogła pozwolić sobie na kompletne zatracenie się w polityczne intrygi 😉
    Magda L.

  9. Edyta pisze:

    Film "Ona" jest na mojej liście "Do obejrzenia" i to wcale nie na Walentynki. Tylko tak po prostu 🙂 Ale Ty zainteresowałaś mnie również tytułem "Smak curry"

  10. Edith, z tego co czytam, to ten smaczny film jest dla mnie 🙂 Indie, Bombaj … Wracają wspomnienia wakacji.
    My ty gadu gadu, a ja chciałabym Cię zaprosić do siebie na bloga po nominację w Liebster Blog Award 🙂
    pozdrawiam, Ella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Na co do kina w Walentynki?


Dziś chciałam Wam napisać na co, moim zdaniem, pójść do kina w Walentynki, a czego raczej unikać. 14-go lutego premierę mają bowiem dwa [...]
@MadameEdith on Instagram