Café Lorentz

22 września 2012

Spotkała mnie rzecz niecodzienna, która zaskoczyła mnie w takim stopniu, że z niewinnego wyjścia na kawę powstał post, który poruszy kwestię fotografii w lokalach. Nie wiem, czy wiecie, ale w ostatnim czasie w wielu krajach, w tym szczególnie we Francji i USA, narodziła się nowa moda polegająca na fotografowaniu zamówionego jedzenia.


Fotografowanie w restauracjach


Moda ta nie podoba się ona niektórym szefom kuchni, gdyż chcieliby, by klienci delektowali się ich daniami, a nie robili im zdjęcia. W pewnym sensie mogę to zrozumieć. Szczególnie, że rzecz tyczy się Francuzów, którzy na punkcie jedzenia są bardzo wrażliwi.

W Nowym Yorku, niektóre restauracje z wyższej półki poszły o krok dalej i zabroniły wykonywania zdjęć! Inne zaś oferują chętnym wejście do kuchni i podglądnie kucharzy podczas pracy oraz robienie zdjęć podczas przygotowywania przez nich posiłku. Nie wiem czy pamiętacie, ale miałam taką możliwość np. w restauracji przy „Paraja” w Costa Calma na Fuerteventurze, o czym zresztą pisałam w poście „Danie kanaryjskie”. Nasza wizyta w tym miejscu została nawet uwieczniona na filmie…a kucharzom nie przeszkadzała ani kamera, ani 3 aparaty…

Niektórzy kucharze są bowiem zadowoleni z nowej mody na fotografowanie, uważają że jest to dla nich i prowadzonych przez nich lokali dobra reklama. Francuzi szczególnie chętnie wrzucają swoje zdjęcia na  foodreporter.fr oraz facebooka.

Tak jest poza granicami kraju. A jak jest w Polsce?

Jak wiecie zdarza mi się dosyć regularnie odwiedzać różne restauracje, bistra, czy też kawiarnie. Zawsze gdy mam ze sobą aparat, a miejsce wydaje mi się atrakcyjnie wizualnie pytam się obsługi, czy mogę zrobić kilka zdjęć samego lokalu. Potem także robię kilka ujęć dania, które zamówiłam. Czasami z takich wyjść powstają posty na bloga, a czasami nie. Ani razu nie znalazłam się w sytuacji, gdy ktoś powiedział, że w lokalu zdjęć robić nie można.

Ani razu, aż…do wczoraj!

Wczoraj bowiem odwiedziłam Café Lorentz – kawiarnię, która funkcjonuje od maja w budynku Muzeum Narodowego przy dziedzińcu im. Stanisława Lorentza, który był dyrektorem Muzeum Narodowego w latach 1936-1986.

Ścisłe centrum, a po wejściu na dziedziniec można poczuć się jak na pikniku. Pomimo niezbyt ciepłej aury nadal stoją tu stoliki na zewnątrz, jak i hamak. Otwarte drzwi zapraszają do środka, w którym mieści się tylko kilka stolików. Zdecydowanie więcej wystawiono przed lokalem.

Zaraz po wejściu złożyłam zamówienie, po czym spytałam kelnerkę, czy mogę zrobić kilka zdjęć w środku. Nie miała nic przeciwko, więc wzięłam aparat do ręki i zaczęłam je robić…rozpoczęłam od lady, na której były wyłożone kanapki…

Przy drugim ujęciu nagle przy barze pojawiła się inna kelnerka, która dosłownie z wrzaskiem wykrzyczała w moją stronę: „przepraszam, tu nie można robić zdjęć!”.

Na co ja odpowiedziałam jej grzecznie, że przed chwilą uzyskałam zgodę jej koleżanki, która zresztą stała tuż obok i przypatrywała się całej tej sytuacji lekko zmieszana. Oczywiście druga kelnerka miała kontrargument: „czy pani nie wie, że trzeba mieć pozwolenie właściciela, by robić takie zdjęcia?! Podobnie jak do wywiadu. A właścicielki teraz nie ma!” (To cytat dosłowny, nie ingerowałam w składnię, ani w treść merytoryczną tej wypowiedzi.)


Powtórzyłam raz jeszcze, że jej koleżanka zgodziła się na kilka zdjęć, na co pani kelnerka stwierdziła z grymasem, że „koleżanka jest tu nowa i ona jeszcze nie wie, że mamy taki nakaz…”. Dodam, że cały czas mówiła bardzo podniesionym głosem. Monsieur był w szoku. Ja podobnie. Zastanawiałam się czy dobrze słyszę. Szczególnie mam tu na myśli ton głosu blond kelnerki.

Gdyby taka sytuacja zdarzyła się przed złożeniem zamówienia, to z miejsca opuściłabym lokal. Niestety musieliśmy zostać, bo złożyliśmy i opłaciliśmy już zamówienie…

Nie wdawałam się w dalsze dyskusje. Schowałam aparat, wybrałam stolik na zewnątrz jak najdalej od niemiłej pani… Po czym zrobiłam kilka zdjęć podanego jedzenia (podkreślę: na zewnątrz, czyli w miejscu całkowicie publicznym).

Zamówiliśmy tort bezowy (12 zł) oraz panini z szynką i serem (10 zł). Do tego cappuccino i latte (po 8 zł). Konia z rzędem temu, kto rozpozna w którym kubku było cappuccino, a w którym latte! Kawy były wg mnie nierozpoznawalne, bo podane w identycznych kubkach. Smakowały zresztą jednakowo i niesmacznie. Trudno. Były to chyba najgorsze kawy, jakie piliśmy w ostatnim roku.

Kanapka, jak i tort były za to bardzo smaczne, choć ciasto zostało podane na talerzu, który miał ubrudzony kremem cały bok, a który ktoś nieudolnie próbował wytrzeć, co tylko pogorszyło sytuację i dało efekt widocznych smug na fajansie. Dodatkowy plus należy się jednak za podanie smacznego ziołowego sosu do panini.

Zjedliśmy podane jedzenie jak najszybciej. Po 10 minutach nas tam nie było. Czułam się tam źle. Jak jakiś intruz (dla wyjaśnienia: w tamtym momencie [piątkowe późne popołudnie] byliśmy jedynymi gośćmi w lokalu, jestem ciekawa czy podobne scena miałaby miejsce, gdyby było tam więcej gości…).

Jeśli w taki sposób traktuje się klienta, to ja bardzo dziękuję. I nie polecam pod żadnym pozorem!
Zrozumiałabym, gdyby obsługująca nas kelnerka powiedziała na samym początku, że sobie nie życzą zdjęć. Wówczas nawet nie wyjęłabym aparatu i uszanowałabym ich podejście. Miałam dobre chęci napisać fajnego, miłego posta o nowej kawiarni, w ścisłym centrum, a jednak lekko od utartych ścieżek…

Ale jeśli przekaz informacyjny jest tak dalece niespójny i w dodatku, wybaczcie określenie, klient jest opieprzony za to, że robi zdjęcie…cóż mogę napisać? Chyba tylko tyle, że jest to według mnie poniżej jakiejkolwiek krytyki.

Nigdy nie spotkałam się z taką reakcją w żadnym, podkreślę ŻADNYM lokalu. Ani w Polsce, ani za granicą! Czasami w kawiarniach, czy restauracjach jestem pytana o to, czy jestem z jakiejś gazety… wtedy odpowiadam, że prowadzę bloga i daję wizytówkę. Zdarza się, że nawiązuje się krótka wymiana zdań, która często kończy się tym, że wychodząc z lokalu jestem np. pytana o to, czy mi się podobało. Często też obsługa macha mi na pożegnanie 🙂 To bardzo miłe, bo chętnie wracam do miejsc, gdzie ludzie są pozytywnie nastawieni do klienta.

I w kwestii wyjaśnienia dodam, że w większości restauracji można robić zdjęcia, pod warunkiem, że nie fotografuje się ludzi, bo na to trzeba mieć ich zgodę, bo uwiecznia się ich wizerunek, który jest dobrem chronionym. Osoby mogą być co najwyżej rozmyte tak, by były nierozpoznawalne. Zdarzają się jednak lokale, w których zdjęć robić nie można bo np. nie życzył sobie tego architekt wnętrz, choć zakaz ten dotyczy najczęściej bardzo designerskich restauracji. To są zresztą wyjątki.

Podsumowując:


BARDZO NIE POLECAM Café Lorentz. Ani kawy, ani blond obsługi! Nawet smaczny tort i kanapka mogą nie smakować tak, jak na to zasługują jeśli obsługa daje popis „swoich umiejętności”. Moje ulubione Muzeum Narodowe zasługuje na lepszy lokal. Bez dwóch zdań!

E.

P.S. Z wyżej opisanych powodów post ten jest ubogi w zdjęcia wnętrza lokalu. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to niedociągnięcie 😉

P.S.1. Przypominam o akcji Książka z dedykacją szuka Właściciela!

Podobne wpisy

Komentarze

32 odpowiedzi na “Café Lorentz”

  1. Anonimowy pisze:

    Środek lokalu też jest miejscem publicznym !

    • Madame Edith pisze:

      Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku,

      masz rację!
      Ale oczywiście nie zrobiłabym żadnego zdjęcia w środku, gdybym tylko nie dostała na to zgody. Mogę zrozumieć, że właściciel może ustalić taką zasadę w lokalu…

      Dziękuję za Twój komentarz.

      Z pozdrowieniami,
      E.

  2. smaki życia pisze:

    rozumiem, że kanapką i kawą jeszcze Ci się odbija, ufff mało smaczna sytuacja – chyba bym zrezygnowała z zamówienia i ostentacyjnie opuściłabym lokal

  3. Hania-Kasia pisze:

    Niemiła sytuacja – chciałaś być w porządku, a oberwało Ci się. Myślę, że kelnerki nie są właściwymi osobami do pytania o zgodę na robienie zdjęć w lokalu – należałoby o to zapytać managera. Obie kelnerki zachowały się źle – pierwsza nie powinna sama wydawać takiej zgody, bo nie jest do tego uprawniona, tylko zapytać najpierw właściciela lub managera lub osobę bardziej doświadczoną, a druga nie powinna na Ciebie krzyczeć, tylko udzielić informacji w grzeczny sposób.

    • Madame Edith pisze:

      Haniu,

      masz oczywiście rację. Niestety w takich lokalach często takiej osoby jak menedżer nie ma, a nawet jak jest to trudno go rozpoznać, bo tylko w lepszych restauracjach jest odpowiednio ubrany i ma identyfikator.

      W Cafe były tylko dwie kelnerki, a potem pojawił się trzeci kelner… Myślę, że obsługa powinna znać odpowiedź na tak proste pytanie jak to, o robienie zdjęć. A jak nie zna, to faktycznie powinna pójść po menedżera, o ile taki w lokalu jest (może siedzieć np. na zapleczu ;-), albo zadzwonić do właściciela.

      Masz 100% racji! Dobre poinformowanie to podstawa!

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  4. Alice Simply pisze:

    no to sobie zrobili reklamę:) zwłaszcza blond obsługa;)

    też nigdy nie wracam do lokalu, w którym obsługa jest niemiła, mówi podniesionym głosem itd. Nie wiem, czy dziewczyna się tak bardzo zdenerwowała tym, że robisz zdjęcia, czy może miała jakiś inny problem i odreagowała w ten sposób, ale pracując z ludźmi do takich sytuacji dochodzić nie powinno:)

  5. Kasia S, pisze:

    No to teraz Cafe Lorentz dostał laurkę. Ciekawe czy włascicielka się ucieszy 😀

    Pozdrawiamy serdecznie

    Tapenda

  6. Fuchsia pisze:

    Bardzo niemiła sytuacja i przyznam, że jeszcze nigdy się z czymś takim nie spotkałam! Zastanawia mnie, jak kelnerki w ogóle mogą pozwolić sobie na takie odzywanie się do klientów… Ech, niestety obsługa w wielu lokalach pozostawia wiele do życzenia!
    Pozdrawiam,
    M.

  7. Moja Babcia zawsze mówiła: "ton czyni muzykę":) tylko szkoda że nie każdy siebie słyszy! Ja natomiast uważam że niektórzy ludzie sami tworzą problemy zupełnie niepotrzebnie.
    Bardzo fajnie że tak obiektywnie podeszłaś do sytuacji bo mogłaś skrytykować wszystko (nawet jedzenie) po tak niemiłej sytuacji.
    Bardzo lubię czytać Twoje relacje.

    • Madame Edith pisze:

      Kinga,

      bardzo Ci dziękuję! Twoja Babcia bardzo mądrze mówi 😉
      Pisząc takie posty zawsze staram się zachować obiektywizm, choć oczywiście każda recenzja, czy relacja zawsze pozostaje subiektywna, bo to konkretny autor ją pisze i dobiera słowa.

      Serdecznie Cię pozdrawiam,
      E.

  8. Magda pisze:

    Fotografowanie zamówionego jedzenia (a także każdego jedzenia, sklepów, wnętrz lokal)jest popularne w Japonii już od ponad 20 lat. Sama robiłam to wiele razy w Polsce i zagranicą. Nigdy nie spotkałam się z zakazem, czasem co najwyżej z podejrzliwym uśmiechem 🙂 Dzięki za ciekawą relację.

    • Madame Edith pisze:

      Magdo,

      podejrzliwe uśmiechy też mi się czasami przytrafiają, ale częściej jestem pytana wprost "do czego Pani są potrzebne te zdjęcia?" 😉

      Dziękuję za Twój komentarz i pozdrawiam!
      E.

      P.S. Japończycy w tym temacie musieli być pierwsi, nie mam co do tego żadnej wątpliwości 🙂

    • Magda pisze:

      W Polsce, jeszcze nikt się mnie nie pytał dlaczego robię zdjęcia, ale mam wrażenie, że wyciągnięcie aparatu często wprowadza obsługę w nerwowy nastrój. Pozdrawiam i miłego wieczoru!

  9. Ajka pisze:

    To jest bardzo ciekawy temat, który był poruszany już w kilku miejscach w sieci. Ja kiedyś się czaiłam i robiłam zdjęcia z pół-ukrycia, ale stwierdziłam, że to bez sensu i zaczęłam pytać o zgodę. Zazwyczaj nie ma problemu, chociaż zdarza się, że obsługa patrzy dziwnie. Nie rozumiem tego, bo w mojej opinii "bać" się mogą tylko te miejsca, które mają sobie coś do zarzucenia. Jeśli miejsce jest przyjemne, przyjazne, czyste, serwuje świeże i dobre jedzenie to nie będzie się menager bał do czego zdjęcia mogą zostać wykorzystane. Poza tym, jeśli wszystko jest OK to wpisy na blogach z fotkami są tylko zachętą dla innych i reklamą.

    • Madame Edith pisze:

      Ajko,

      oczywiście, krycie się z aparatem nie jest ani komfortowe dla fotografującego, ani nie ułatwia robienia dobrych ujęć. Trzeba się grzecznie pytać i już.

      I absolutnie się z Tobą zgodzę: bać się mogą tylko ci, którzy mają coś do ukrycia!

      Bardzo dziękuję, że się podzieliłaś swoimi doświadczeniami!

      Serdeczności,
      E.

  10. Anonimowy pisze:

    U nas w centrum handlowym ostatnio była taka sytuacja, że przyszli architekci, któzy je projektowali i robili zdjęcia na konkurs… oczywiście wywalili ich, ARCHITEKTÓW xD

    Ł.

    • Madame Edith pisze:

      Ł.,

      a to historia! Niesamowita!
      Jestem ciekawa, czy i jak architekci tłumaczyli się przed ochroną, że to ich budynek i że chcą sfotografować swoje dzieło. To musiało wyglądać kuriozalnie;-)

      Z pozdrowieniami,
      E.

  11. Lena pisze:

    Nie słyszałam wcześniej o tej kawiarni. Zgadzam się, że jedzenie i picie to nie wszystko, na atmosferę danego lokalu składa się również obsługa. Myślę, że w Warszawie jest z czego wybierać, jeśli chodzi o kawiarnie i niekoniecznie musimy chodzić do miejsc, w których czujemy się intruzami.

    • Madame Edith pisze:

      Lena,

      masz 100% racji! Po co czuć się intruzem i jeszcze za to płacić? Lepiej wybierać inne miejsca, albo po prostu chodzić do tych dobrych i sprawdzonych, gdzie machają na pożegnanie 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  12. Kawiarnia z samych zdjęć wygląda fajnie, podobnie jak kanapka (bo nie kawy), jednakże czytając Twój post każdy chyba ma taką samą niechęć do pojawienia się w tym miejscu. Myślę, że pisząc o fajnych miejscach robimy im najlepszą reklamę, ale okazuje się ,że niektórzy chcą się uważać za "za fajnych na blogowe rekomendacje". No cóż..sami sobie szkodzą:)
    Serdecznie Cie pozdrawiam

  13. aleglodomorek pisze:

    Fatalnie nieprzyjemna sytuacja! Rozumiem, że zdjęć mogą sobie nie życzyć, ale można to powiedzieć w kulturalny sposób. No cóż sami sobie zaszkodzili, a przecież mogli mieć dobrą, darmowa reklamę.

    Ciekawa jestem, co by szefowa powiedziała na całą ta sytuację. Jak dla mnie ludzie którzy nie potrafią szanować innych, nie powinni pracować w takich miejscach.

  14. garyiforemki pisze:

    No właśnie. I całe motto to "chętnie wracam do miejsc, gdzie ludzie są pozytywnie nastawieni do klienta" z tym zdaniem zgadzam się w stu procentach 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  15. Raz miałam podobną sytuację, kiedy na Al. Jerozolimskich w Warszawie chciałam zrobić zdjęcie miejcu, gdzie sprzedają pyszne lody (niedaleko Kruczej). Pan zrobił taką aferę, że na pewno już tam nie wrócę… Uważam, że miejscom powinno zależeć na zdjęciach, bo jednak w większości przypadków stanowi to dla nich reklamę.

    • Madame Edith pisze:

      Asiu,
      dziękuję za informację – dobrze wiedzieć na przyszłość, by uważać na ten lokal 😉
      Podobnie jak Ty nie rozumiem dlaczego właścicielom nie zależy na tego typu reklamie ich lokali.

      Serdeczne pozdrowienia,
      E.

  16. katarzynka pisze:

    Hehehe, no polska rzeczywistość.
    Ja osobiście taki zakaz popieram, pod warunkiem, że mowa o restauracjach na naprawdę wysokim poziomie, gdzie płaci się ciężkie pieniądze nie tylko za jedzenie, ale i za przeżycia z tym związane.
    Nie wyobrażam sobie, że ktoś na kolacji np. u Okrasy zrywa się z krzesła i zaczyna pstrykać fotki tego co ma na talerzu. No obciach na całej linii :). Na szczęście mało w Polsce takich miejsc 🙂
    Co innego, kiedy jest się w bistro z ogródkiem, gdzie, nie oszukujmy się, nie ma co na tych zdjęciach "ukraść", a potem za darmo ukazać przed całym światem, który od razu zacznie to masowo kopiować :))
    Po prostu źle trafiłaś i jesteś wielka, że udało Ci się wybrnąć z tego tak grzecznie 🙂 A ja do Cafe Lorentz nie pójdę. 1:0 dla Edith 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Katarzynko,

      bardzo mi się podoba Twój będąc w Platterze u Okrasy też robiłam zdjęcia! Na swoje usprawiedliwienie mam to, że byłam w gronie kilkunastu blogerek kulinarnych i popełniłabym faux pas, gdybym zdjęć nie robiła 😀

      Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za Twój wpis,
      E.

    • katarzynka pisze:

      I w tym wypadku to bardzo słusznie! Tu nie mam nic przeciwko, głupio by było nie robić 🙂

  17. Anonimowy pisze:

    A ja nie rozumiem dlaczego klient mialby nie robic zdjec jedzenia, ktore jest juz jego wlasnoscia, bo za nie zaplacil. Uwazam, ze ma do tego pelne prawo.
    Pozdrawiam,
    Ola L.

  18. Marzena pisze:

    Odechciało by mi się już tam zjeść po takim zachowaniu obsługi.

  19. monika jall pisze:

    Sliczna kawiarnia, ale cale zajscie zenujace. zadalabym zwrotu pieniedzy, ksiazki skarg i zazalen i kierownika, nie dlatego ze nie mozna robic zdjec, nie mozna to nie mozna, ale sposob w jaki sie rzecz odbyla? oburzajace

  20. andzinkas pisze:

    Droga Madame Edith,
    smutna historia, choć mam wrażenie, że mnie już nic nie zaskoczy. Kiedyś na kolacji, w Sushi 77 przy ul. Siennej chciałyśmy z koleżankami zrobić sobie zdjęcie. Dawno się nie widziałyśmy, wyglądałyśmy ślicznie- no to czemu nie:) Szybko jednak zareagowała Pani Kelnerka, która kazała nam( mówiąc wysokim tonem) ,,natychmiast wykasować zdjęcia, do których nie miałyśmy prawa" Oprócz naszych twarzy na zdjęciu było widać jeszcze kawałek witryny, więc nie ujęłyśmy ani wystroju lokalu, ani żadnego z gości. Było mi wstyd, że zabrałam koleżanki do takiego lokalu.

    • Madame Edith pisze:

      Moja Droga,

      To już jest strasznie przykra opowieść! Zupełnie nie rozumiem podejścia nie tylko kelnerki (bo to pewnie nie był jej pomysł), ale menedżera, czy też właściciela. Zastanawiam się co by było, gdyby ktoś chciał w takim lokalu zorganizować jakieś większe spotkanie np. urodzinowe. Ciekawa jestem, czy wówczas również gościom kazaliby kasować zdjęcia? A może obsługa zarekwirowałaby cały sprzęt fotograficzny, włącznie z telefobami? 😉

      Dziękuję, że napisałaś o tym lokalu.

      Miłego dnia,
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram