Pobite Gary – nie wszystko złoto, co polecają

7 października 2016

pobite-gary-2

Pobite Gary to lokal, który ma bardzo dobre opinie. Polecało mi go kilka osób, polecały liczne recenzje w internecie. I co? I pstro! Nasza wizyta była w zasadzie taka, że mogło jej nie być zupełnie: nieszczególnie dobra i niezapamiętywalna. Poza jednym faktem: podania nieoczyszczonych krewetek i niedoprawionego lub przeprawionego jedzenia. Jak na miejsce z tak dobrymi opiniami byłam, delikatnie mówiąc, w lekkim szoku i zastanawiałam się czy aby na pewno trafiłam pod dobry adres.

Pobite Gary to restauracja dość niepozorna z zewnątrz. Mieści się w mało okazałych pawilonach przy ul. Bitwy Oliwskiej. Wnętrze za to robi pozytywne wrażenie – składa się z trzech części i może pomieścić sporo gości. W sobotnie popołudnie koło 14 jest pełno. Trzeba było mieć rezerwacje, by dostać stolik. Powinien to być dobry omen…

pobite-gary-1

Charakterystycznym elementem wnętrza są skrzynki poustawiane zarówno na podłodze, jak i składające się na regał. Wygląda to całkiem sympatycznie zwłaszcza, że stoją na nim przeróżne emaliowane, poobijane garnki, wina czy rośliny.

pobite-gary-5

W lokalu jest jednak dość ciemno, więc zdjęcia tu zrobione nie należą do najlepszych w moim życiu.

pobite-gary-3

Miejsce odwiedzamy w towarzystwie Magdy (Krytyka Kulinarna). Na pierwsze pragnienie bierzemy duży dzbanek soku ze świeżych owoców (50 zł). Prosimy, by był bez jabłka, za to na bazie gruszki. Dostajemy sok … na bazie jabłka. Czy ktoś na kuchni naprawdę myślał, że nie wyczujemy tego jabłka w smaku? Hmmm…

pobite-gary-13

Od razu zamawiamy po przystawce i daniu głównym. Magda wybiera tatara (20 zł). Okazuje się, że jest mielony. Pierwsza skucha. Do tego, jak na mój gust, mięso jest przesolone. Dla Magdy jest jednak w porządku. Na pytanie czemu szef kuchni nie sieka mięsa kelnerka bez wahania odpowiada: „bo podaje tatara mielonego”. Nie muszę chyba nikogo przekonywać o wyższości tatara siekanego nad mielonym. Jak się ma dobry kawałek polędwicy, to byłoby grzechem wrzucanie go do maszynki… No właśnie, o ile to w ogóle była polędwica! Co do tego mamy pewne wątpliwości. Tragedii nie było, ale tatar na kolana nas nie rzucił.

pobite-gary-6

Monsieur bierze za to zupę tajską (15 zł). Okazuje się być całkiem fajna, konkretnie doprawiona, z dużą ilością grzybów, warzyw i makaronu. Porcja jest wielka, więc już samą zupą można się najeść. To jeden z lepszych trafów tego popołudnia.

pobite-gary-7

Moja sakiewka z warzywami (16 zł) jest smaczna, choć ciasto filo jest zbyt słabo upieczone. Zawartość gorącej sakiewki, którą stanowią ogrodowe warzywa, jak i pesto z suszonych pomidorów współgrają całkiem nieźle, choć na mój gust całość mogłaby być lepiej doprawiona. Ponownie: porcja, mimo że nie wygląda na zdjęciu, jest duża i po jej zjedzeniu czuję się niemal pełna.

pobite-gary-11

Drugie danie wkracza niemalże w momencie, gdy zaczęliśmy jeść przystawkę. Jedynie Magda, która dostała tatara jako pierwsza, może zaczynać drugie danie. Nasze muszą poczekać aż zjemy przystawkę. Kolejna skucha kuchni i obsługi.

Fish and chips (35 zł – na naszym rachunku kosztowały 30,60 zł, gdyż jako „trudni klienci” dostaliśmy rabat, o który, żeby było jasne, nie prosiliśmy) to oczywiście filet z dorsza w grubej panierce, podany z frytkami i sałatką z fenkuła. Danie rozmiarów monstrualnych! Oczywiście dużo optycznie daje gruba panierka, ale i tak jak na drugie danie to porcja gigant. Ryba była dość smaczna, panierka już mniej. Bez smaku pozostała sałatka wymieszana tylko z sosem na bazie majonezu. Frytki też nie były pierwszej świeżości, choć trzeba docenić fakt, że były robione ręcznie. Ogólnie danie można zaliczyć na plus.

pobite-gary-10

Pikantny burger Monsieur (25 zł) podany w towarzystwie prostej sałatki okazał się być chyba najlepszym wyborem. Wybaczcie mi zdjęcie, ale zrobiłam tylko jedno i na podglądzie w aparacie byłam pewna, że jest ostre. Pomyliłam się i to bardzo, ale jak wspominałam w lokalu było ciemno i nie były to idealne warunki do fotografowania.

Kanapka była duża i faktycznie ostra. Składników było w sam raz, jedynie bułka była zbyt czerstwa, ale tragedii nie było. Obsługa się jednak nie zapytała o stopień wysmażenia i mięso wyszło z kuchni „well done”.

pobite-gary-8

Mój czarny makaron tygrys (36 zł – na naszym rachunku ponownie z uwzględnionym rabatem 28,80 zł), który wydał mi się bardzo obiecujący biorąc pod uwagę opis w karcie: „grillowane krewetki tygrysie, makaron linguine, spaghetti z cukinii, chili, sos ze skorupiaków”, okazał się być dużą porażką. Krewetek było sporo, bo chyba aż 8 czy nawet 9. Problem jednak polegał na tym, że nie zostały oczyszczone. Krótko mówiąc, wybaczcie za dosadne stwierdzenie, podano mi kupę na talerzu. Było to naprawdę bardzo, ale to bardzo niefajne. Dramaturgii dodawał lekko rozgotowany makaron i sos bez wyraźnego smaku, a przecież miał być ze skorupiaków, czyli bardzo wyrazisty. W dodatku z chili! Nie wiem czy chili stało koło mojego talerza, ale i tak ostatecznie nie uratowałoby tego dania…

pobite-gary-9

Pobite Gary – podsumowanie:

Lokal oceniam na 2,5 gwiazdki, bo cześć rzeczy była w miarę ok, ale część była dużym nieporozumieniem. Po nieodległej wizycie w Gdyni, po Gdańsku spodziewałam się podobnych zachwytów. A tu taki klops! Pobite Gary to miejsce, do którego z pewnością nie wrócę, w przeciwieństwie do gdyńskiego Serio oraz Głównej Osobowej. Zbyt wiele rzeczy poszło nie tak. Tak szczerze mówiąc, to w zasadzie mało co poszło dobrze. Na szczęście towarzystwo było przednie, więc się trochę z tych wpadek nawet pośmialiśmy 😉

Ostatecznie nie wiem, naprawdę nie wiem jak to możliwe, że miejsce to ma tak wysokie oceny w internecie i widać, że cieszy się powodzeniem. Myślę, że to kwestia dużych porcji. Bo wiadomo: każdy lubi duże porcje, a zwłaszcza Polacy. Niestety taka prawda.

Do przeczytania!

E.

pobite gary

Rachunek

Podobne wpisy

Komentarze

8 odpowiedzi na “Pobite Gary – nie wszystko złoto, co polecają”

  1. Kasia pisze:

    Przyznam, że jestem zaskoczona rezultatami Waszej wizyty. Choć z drugiej strony, my byliśmy tam ponad 2 lata temu i skupiliśmy się głównie na burgerach, które nie były najlepszymi w naszym życiu, ale były bardzo smaczne (nawet bułka ;)). Jedyne nasze zastrzeżenie to mikro rozmiar sałatki (widzę na zdjęciu, że teraz jest chyba nieco większa?), która rozczarowywała – tym bardziej w porównaniu do ilości frytek jaką się dostaje.
    A porcje, nie wiem czy się zmieniło czy my, Ślązacy, faktycznie mamy inne podejście :p, też jakoś szalenie duże nie były. Nie zamawialiśmy przystawek, natomiast po samych burgerach spokojnie mieliśmy miejsce na więcej.
    W naszym odczuciu knajpka bardzo fajna, tak na 4 gwiazdki 😉 Ale raczej zapowiadała się na hipsterską burgerownię niż coś więcej.

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu, chyba sporo się zmieniło przez te dwa lata. Monsieur do burgera nie dostał ani jednej frytki. Sam burger był jednym z najlepszych dań, jakie nam podano, choć, jak napisałaś, nie był to zdecydowanie burger życia.

  2. Zdrappa pisze:

    Onegdaj mieściła się tam restauracyjka Robertino, gdzie można było zjeść naprawdę wyśmienitą pizzę i chyba tylko przez sentyment do tego dania czasem pojawiamy się w Pobitych i po każdej wizycie obiecujemy sobie że to już ostatni raz, ot siła przyzwyczajenia;-) Niestety wraz ze zmianą nazwy i właściciela na plus zmienił się tylko wystrój. A szkoda…

  3. Dorota pisze:

    Witam a mogłabyś polecić
    Restauracje w Warszawie okolice Pragi na przyjęcie komunijne w rozsądnych cenach

    • Madame Edith pisze:

      Doroto, niestety poza Stalową 52 i The One na Francuskiej nie znam wielu lokali na Pradze. Po prostu zbyt rzadko bywam w tej części miasta.

  4. Ola pisze:

    Zdziwiła mnie Twoja opinia, mieszkając w Gdańsku (okej, było to 2 lata temu) bardzo często odwiedziałam Pobite Gary i nigdy nie byłam rozczarowana. Najbardziej gęsty krem z pomidorów i różne sałaty. Przyjezdnym zawsze polecałam ten lokal i oceniałam go bardzo dobrze. No cóż, może przez ten czas coś się zmieniło 😉

  5. Dusia pisze:

    O widzisz, ja byłam na kawie tylko, ale moi znajomi jedli i jakoś nie byli zachwyceni, a nie mają wygórowanych kubków, jak np. ja. Przerost formy nad treścią, a tak chwalą…. To jednak chyba się nie wybiorę po Twojej opinii 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Pobite Gary
Moja ocena [1]: 2.5
Rodzaj kuchni: międzynarodowa
Przedział‚ cenowy: do 40 zł
Bitwy Oliwskiej 34, Gdańsk
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram