Stary Młyn / Stary Toruń
Zawitanie do Torunia po niemal trzyletniej przerwie było genialnym pomysłem. Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do znanej nam z poprzednich wizyt pierogarni „Stary Młyn”. Co prawda wcześniej zachodziliśmy do znacznie większego, za to bliźniaczo podobnego, Starego Torunia, ale tym razem upatrzyliśmy sobie drugi lokal tej toruńskiej mini sieciowej restauracji.
Bardzo lubię miejsca bez zadęcia, z prostym, ale jednocześnie ciekawym menu. Takie są właśnie toruńskie pierogarnie (choć będąc dokładna powinnam dodać, że trzeci lokal tej sieci mieści się we Wrocławiu).
Stary Młyn przy Łaziennej to bardzo mała knajpka. Liczy zaledwie 15 stolików, w dodatku często dwuosobowych. Dlatego też o miejsce bywa tu trudno. Jak się już jednak dostaniemy do środka, możemy podziwiać ciekawe wnętrza stylizowane na wnętrze młyna, czy też staroświecką gospodę.
Wykończenie jest spójne i momentami bardzo zabawne, a napisy „wygódka”, „czmychalnia” znajdziemy na każdym kroku. Moim ulubionym stolikiem w Starym Młynie jest bocianie gniazdo, do którego goście, jak i obsługa wchodzą po stromych schodkach przypominających drabinę.
Karta dzieli się na kilka krótkich części. Są pierogi wegetariańskie, mięsne, a także słodkie.
Odrębną kategorię stanowią te na kruchym, półfrancuskim cieście.
Na „dzień dobry” dostajemy kilka kromek chleba, a także smalec i kiszone ogórki. Radzę się jednak tymi przysmakami nie objadać, bo porcje są tu naprawdę pokaźnych rozmiarów.
Korzystając z sezonowego menu do picia zamówiliśmy grzaną herbatę miętowo-korzenną (11,46 zł za wielki kufel)…
…oraz grzane wino (11,26 zł za kubek lub 21,96 zł za opcję „bez limitu”).
Monsieur, jako wielki miłośnik polskich zup, postanowił przetestować po raz kolejny żurek (8,96 zł).
Zupa jest gęsta, z dużą ilością warzyw pokrojonych w kostkę oraz pokaźną ilością kiełbasy. Na nasz stół dotarła w oka mgnieniu i, tak jak i poprzednim razem, była znakomita.
Znając rozmiary tutejszych porcji, jak i swoich żołądków, zamówiliśmy jedną dużą porcję na dwie osoby. Wybraliśmy „Piecuchy czego dusza zapragnie” za 22,46 zł, czyli 5 dowolnie wybranych pieczonych pierogów z karty.
Zdecydowaliśmy się na pierogi z mięsem, kapustą i grzybami, z serem, bajkowe (z płatkami owsianymi, krówką, rodzynkami i orzechami) oraz łasuchy (z kremem nugatowym, orzechami laskowymi i chrupkami).
![]() |
W pierwszym rzędzie od lewej: bajkowe, z kapustą oraz z mięsem; w drugim rzędzie od lewej: łasuchy i pierogi z serem. |
Do pierogów na słono poprosiliśmy o sos koperkowy (w cenie) oraz o mix surówek (5,26 zł).
Po raz kolejny stwierdziliśmy, że pierogi słodkie biją na głowę te na słono, które wg nas były niedoprawione i dość mdłe. To dość dziwne, zwłaszcza, że surówki były pyszne i nadrabiały smakiem wytrawne, niedosmaczone nadzienia.
Deser był sprawą oczywistą: zamówiliśmy pierogi z kruchego ciasta. Ponownie postawiliśmy na mix pt. „Kruche – czego dusza zapragnie” (24,96 zł). Tym razem zamówiliśmy jednak mały zestaw 3 pierogów.
Pieróg piernikowy, jak sama nazwa wskazuje nadziany był piernikami, „niebo w gębie” – sezamem, daktylami, rodzynkami oraz orzechami, a benedyktyński – wiśniami, czekoladą i płatkami migdałów.
Do pierogów podano delikatny sos waniliowy. W tym egzotycznym tercecie na pierwsze miejsce wybiły się pierogi piernikowe oraz benedyktyńskie – bardzo słodkie, ale warte spróbowania.
Po tak obfitym w pierogi obiedzie wytoczyliśmy się na toruńską starówkę obiecując sobie, że podczas kolejnej wizyt zamówimy mniejsze porcje.
O ile mnie pamięć nie myli trzy lata temu przyrzekaliśmy sobie jednak dokładnie to samo…
Moja uwaga:
Przed udaniem się do którejś z restauracji zwłaszcza w porze obiadowej lub pod wieczór warto zrobić rezerwację. Co prawda za każdym razem mieliśmy dużo szczęścia i wchodziliśmy bez czekania, ale widziałam wiele osób, które musiały swoje odstać (czas oczekiwania to często nawet 30-40 minut).
Stary Młyn / Stary Toruń – dla kogo?
Dla każdego, kto lubi pierogi i eksperymenty z nimi w roli głównej. To miejsce dla tych, którzy lubią czuć się na luzie w restauracji i zjeść obiad bez skrępowania. Miejsce to może się jednak nie spodobać osobom, które nie lubią takich staroświeckich klimatów i preferują nowoczesne wnętrza.
![]() |
W takim pierogu znajdziemy rachunek |
Stary Młyn / Stary Toruń – czy warto?

![]() |
Stary Toruń wieczorem |
Byłam w zeszły weekend. Pierogi rzeczywiście rewelacja!! Dzięki za wskazanie tego miejsca. Fakt trzeba czekać, ale naprawdę warto… Moje kubki smakowe były przeszczęśliwe. Bardzo polecam to miejsce – Stary Toruń – tam rzeczywiście jest więcej miejsca i większe szanse że krócej będzie się czekac na stolik.
Dawno, dawno temu, jak mieszkałam w Toruniu, chodziłam tam na randki 🙂 Stare dobre czasy…
Dzięki za przypomnienie nazwy tego miejsca!
Byłam wiosną w Toruniu, przypadkiem znaleźliśmy z narzeczonym to miejsce i wychodzić nam się stamtąd nie chciało.
My przeceniliśmy swoje możliwości, co do zamówionych porcji (choć kelnerka nas ostrzegała przed rozmiarem pierogów:)) i zamówiliśmy osobne zestawy.
Wszystko było przepyszne!
Ostatnio chciałam polecić znajomym to miejsce i zapomniałam nazwy.
Teraz już będę pamiętać na 100% 🙂
Byliśmy tam kiedyś z mężem i udało nam się zająć miejsce właśnie w "Bocianim gnieździe"-świetny pomysł! Również mieliśmy pozytywne wrażenia z wizyty w tej restauracji. Pozdrawiam serdecznie!
Bosze, ależ te pierogi musiały być przepyszne!
Niestety według mnie, mieszkanki Grodu Kopernika, to jedna ze słabszych restauracji z pierogami w Toruniu. Polecam Leniwą na Ślusarskiej, lub Blaszanego Kota na Starym Rynku. Zdecydowanie lepsze pierogi.
Uwielbiam! Mieszkam ok. 40 km od Torunia, jeśli bywam tam to koniecznie zaglądam do pierogarni 🙂 Stary Toruń najczęściej. Wczoraj byłam 🙂
Nie byłem tam, ale słyszałem że warto. Jeżeli chodzi o miasto to mój jednodniowy pobyt był naprawdę udany i polecam Toruń.
We Wrocławiu próbowałam Cebrowych, O kurcze! i Zakonnych (chociaż nie pamiętam, czy nazywały się tak samo, ale pamiętam farsze). Zakonne tak pozytywnie mnie zaskoczyły, że powtórzyłam je tylko jak wróciłam do domu. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takimi farszami jak w Starym Młynie. Bardzo smakowało mi w tej knajpce i potwierdzam – porcje są ogromne. My nie daliśmy im rady.
…opatrzyliśmy czy upatrzyliśmy sobie ten lokal ?
Dziękuję za wyłapanie tej literówki.
E.