Leaving Neverland – obowiązkowy film dla każdego rodzica

12 marca 2019

Nigdy nie byłam fanką muzyki Michaela Jacksona. Urodziłam się o kilka lat za późno, by dopadł mnie szał na jego twórczość. Oczywiście, pewnie jak wszyscy, znam wiele jego utworów czy klipów, ale to wszystko. Kiedy jednak przeczytałam relację z tegorocznego Sundance Film Festival, a 8-go marca na HBO zadebiutował dokument „Leaving Neverland” od razu zaczęłam go oglądać. Czułam, że po prostu jako rodzic powinnam.

Film podzielono na dwie części po niecałe 2h każda. Przyznam, że jest na tyle mocny, że oglądałam go przez cztery wieczory z rzędu, bo po prostu musiałam robić przerwy.

Niewinni są zawsze pierwszymi ofiarami (J.K. Rowling)

W dużym skrócie: to historia molestowania opowiedziana przez obecnie dwóch dorosłych mężczyzn. W latach ’80-tych byli jednak dziećmi. Jeden z nich to światowej sławy choreograf Wade Robson, a drugi to
James „Jimmy” Safechuck – gwiazda telewizyjnych reklamówek. Z filmu dowiadujemy się, że obaj byli molestowani przez kilka lat, Wade od 7 do 14 roku życia, a James odkąd skończył 10 lat. Już sam ich wiek, sposób narracji i materiały archiwalne, jakie zachowała rodzina robią piorunujące wręcz wrażenie. Te niemalże bite cztery godziny są wypełnione zdjęciami, wspomnieniami oraz filmami z czasów ich dzieciństwa.

To nie jest jednak obiektywna historia, a raczej opowieść pokazana z perspektywy jednej strony. Wiadomo, MJ nie może bronić się zza grobu. Nie znaczy to jednak, że historia nie jest przekonywująca. Jest! I to jest chyba najbardziej przerażające.

Dokument pokazuje krok po kroku metody działania pedofila: często to ktoś z rodziny, ktoś, kogo dobrze znamy, kto jest blisko i do kogo mamy zaufanie. W dokumencie jest więc bardzo dokładnie opowiedziany etap „wkupowania” (dosłownie i w przenośni) się przez MJ w łaski obcych ludzi. Traktowania ich jak własną rodzinę, wspólnych odwiedzin, niekończących się rozmów przez telefon, wysyłania setek faksów… dziś powiedzielibyśmy wręcz, że to zakrawa na stalking, ale wtedy uznane było tylko za przyjaźń. Zwłaszcza, że zarówno rodzina Wade’a, jak i James’a miały z tej znajomości miały duże profity, by nie powiedzieć ogromne.

Na niekorzyść bohaterów działa, nie tylko aspekt materialny, ale także fakt, że podczas procesu, w którym Jackson był oskarżony o pedofilię, ci stali za nim murem, uratowali go przez pójściem do więzienia, a nawet dostaniem dożywocia! Historia opowiedziana w „Leaving Neverland” to nie jest jednak pozew po latach, bo ten został już kilka lat temu odrzucony, gdyż sąd stwierdził go za bezzasadny (Wade pozywał dwie firmy, które nadzorują majątek MJ, ale sędzia uznał, że korporacje nie mogą być odpowiedzialne za czyny piosenkarza i oddalił pozew). Oni nie ugrają na niej milionów. Na to jest bowiem za późno.

Pamiętać jednak należy, że sprawiedliwość nie zawsze jest wymierzana w sądzie. I nawet jeśli Jackson wygrał dwa głośne procesy (skądinąd przy pomocy prawników, którzy wcześniej wybronili O.J. Simpsona – o doskonałym serialu American Crime Story, który opisuje ten proces w najmniejszych detalach pisałam Wam TU), to tak na prawdę znaczy tyle, że sąd oczyścił go z zarzutów stawianych przez dwie konkretne rodziny. Nie znaczy to jednak, że nigdy nie dopuścił się molestowania, bo zawierał przecież z wieloma rodzinami ugody i wypłacał milionowe odszkodowania. A to już jednak o czymś świadczy.

Tylko śmierć przywraca niewinność zwiedzionym do zbrodni (Seneka)

Dla mnie ten film jest ciekawym elementem pokazującym Michaela Jacksona, geniusza muzycznego, z zupełnie innej strony. Do tej pory nie pojawił się żaden obraz, który traktowałby o jego relacjach z dziećmi.
W tej historii nic nie jest czarno białe, bo to nie szachy, a ludzkie życie. I jak zawsze można stawiać znaki zapytania nad prawdomównością Wade’a i Jimmy’ego. Jednak nawet jeśli uznamy, że historia o domniemanym molestowaniu jest nieprawdziwa, to i tak reszta tego obrazu jest na tyle przerażająca, że po prostu nie można nad nią przejść do porządku dziennego.

Nie jestem za tym, żeby palić płyty Michaela Jacksona, ale „Leaving Neverland” to film, który jest niesamowicie wartościowy. Pokazuje bowiem jak może wyglądać niewinna z pozoru przyjaźń, a w rzeczywistości pedofilia ubrana w białe rękawiczki. Dzięki temu obrazowi można zrozumieć dlaczego ofiary latami zaprzeczają, że cokolwiek się stało, by po długim czasie opowiedzieć swoją historię.

Wydaje mi się, że jeśli czegoś nie doświadczyliśmy na własnej skórze, to nie powinniśmy ferować wyroków. Bo zawsze chcemy być tacy mądrzy, wszystkowiedzący i tak łatwo piszemy komentarze pod artykułami o katastrofach lotniczych (bo przecież każdy leciał samolotem lub choćby go widział!), skokach narciarskich (każdy ogląda w TV!), nieudanych wyprawach w Himalaje (każdy na lekcjach geografii widział Mount Everest!), sprawach związanych z przemocą rodzinną czy właśnie takich związanych z molestowaniem. Prędzej czy później zawsze pojawiają się oskarżenia kierowane pod adresem poszkodowanych. Ludzie zastanawiają się dlaczego ktoś postanowił przedstawić swoje świadectwo po często wielu latach, gdy sprawa jest de facto przedawniona.

A ten film daje właśnie odpowiedź dlaczego tak się dzieje. Choćby z tego względu nie warto ujmować mu wartości. Trzeba przyznać: dokument jest bardzo trudny. Dla fanów MJ może okazać się wręcz czymś z pogranicza fantastyki. Ale powiedzmy sobie szczerze: przez lata świat obserwował dziwne zachowanie Michaela Jacksona, z roku na rok bardziej przerażający wygląd czy wreszcie skłonności do otaczania się młodymi chłopcami. Ten dokument spowodował, że mit o tym niezwykłym muzyku runął i raczej nic go nie ocali. Nawet uniewinniające wyroki sądu sprzed lat.

Ciekawa jestem czy oglądaliście już „Leaving Neverland” i jakie wrażenie na Was wywarł.

E.




Podobne wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Leaving Neverland – obowiązkowy film dla każdego rodzica”

  1. nie będę raczej oglądała tego filmu. rodzice tych dzieci ponoszą dużą odpowiedzialność za to co się stało ( jeśli się stało) żeby nie napisać że prawie całą odpowiedzialność… oczywiście sprawca powinien ponieść największe konsekwencje, bezdyskusyjnie – tylko że w tym przypadku już sprawcy (jesli to prawda) nie ma…

  2. M pisze:

    Moim zdaniem film trzeba obejrzeć o tyle, że on niestety pokazuje mechanizmy używane przeciwko dzieciom nie tylko przez pedofili „nie mów, pójdziemy do więzienia razem, nie chcesz, żeby coś mi się stało, inni tego nie zrozumieją, tak okazuję swoją miłość do Ciebie” Ofiary są zakochane w swoim oprawcy i to chyba jest najbardziej porażające w tej historii. Zgodnie z relacjami ofiar, MJ starał się kontrolować narrację i trzymać kontrole nad tym co i komu się mówi. Właściwie cała rodzina jest opleciona zależnościami finansowymi i uczuciowymi. Co jeszcze bardziej utrudnia zrozumienie tego co się stało. Też stąd komentarze o „leceniu na pieniądze” przez rodziców.

  3. See83 pisze:

    Takie właśnie teksty podsycają nieudowodnioną, domniewaną winę Jacksona. Większość tego artykułu jest bardzo stronnicza. Bardzo brzydko pani redaktor.. Bardzo.. Bo niby dlaczego winą ma być zapłacenie dużej sumy pieniędzy komuś za za nie wszczynanie śledztwa. Jeśli jesteś kimś bardzo znanym i ktoś gości twoim domu przez długi czas, korzystając jakby nie było z twojej gościnności i dobrego serca; a ty po jakimś czasie oskarzasz go o molestowanie to jak osoba oskarzana ma się czasem zachować? Zapłacił za spokój. Takie oskarżenia rujnują każdego. Bo bardzo trudno jest się z tego wybronić. Bardzo też łatwo jest przykleić komuś łatkę złodzieja, pedofila czy kłamcy. Szanujmy dorobek Jacksona, jego kunszt muzyczny, a to jakim był i co robił zostawmy jemu. Zresztą on już nie może się bronić..

    • Madame Edith pisze:

      See,
      rozumiem, że bronisz swojego idola. Jednak gdybyś obejrzała film, a sadząc po Twoim komentarzu, nie zadałaś sobie tego trudu, to z pewnością nie uznałabyś mojego wpisu za stronniczy, a zdecydowanie wyważony. Można na ten temat było napisać dużo więcej. I nie byłyby to dobre rzeczy. Polecam Ci jednak obejrzeć dokement.

  4. Monika pisze:

    Jestem zaskoczona komentarzem See, a wlasciwie nie zaskoczona, tylko zasmucona, chodzi mi o stosunek do pedofilii ogolnie, nie tylko w przypadku Jacksona. To troche jak stanie murem za pomnikiem ks Jankowskiego, bo jak mozna szkalowac dobre imie duchownego (wbrew faktom..), nie wiem czemu ale niektorym ciezko oddzielic uwielbienie dla muzycznego idola/ksiedza od konkretow na temat jego zycia prywatnego, na pedofilie nie ma usprawiedliwienia,a zaprzeczanie faktom nie zmienia stanu rzeczy. Stwierdzenie zeby zycie prywatne Jacksona (czy jakiegokolwiek pedofila) zostawic w spokoju to jak ciche przyzwolenie na takie zachowanie, co jak dla mnie jest przerazajace, udawanie ze sie czegos nie widzi nie oznacza ze,tego nie ma. Taka typowo polska, niestety, moralnosc. Pozdrawiam Monika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Leaving Neverland – obowiązkowy film dla każdego rodzica


Nigdy nie byłam fanką muzyki Michaela Jacksona. Urodziłam się o kilka lat za późno, by dopadł mnie szał na jego twórczość. Oczywiście, pewnie jak [...]
@MadameEdith on Instagram